czwartek, 25 grudnia 2014

23.



– Cześć! – Alicja usiadła obok Kellera, pod salą, gdzie miały odbyć się ich wspólne zajęcia i wyjęła z torebki podręcznik, chcąc jeszcze przejrzeć rozdział, który mieli sobie przyswoić.
– Cześć... – odpowiedział, nie podnosząc na dziewczynę wzroku, tylko wpatrując się dalej w kubek z kawą.
– W porządku? – Spojrzała na niego, marszcząc brwi.
– …
– Maks?
– Co? Mówiłaś coś? Przepraszam...
– Pytałam, czy w porządku – powtórzyła. – Wyglądasz jakby coś się stało...
– Niee, w porządku. Pokaż. – Wyjął jej z dłoni książkę, jednocześnie biorąc łyka kawy. – Pewnie umiesz wszystko idealnie, co? Mogę cię o coś zapytać?
– Pewnie... – Automatycznie spojrzała na chłopaka, zauważając zmieniony ton jego głosu.
– Wyjaśniłyście sobie wszystko z Beatą? Od niej już mi się dostało raz, więc...
– Nie rozmawiałyśmy... – odpowiedziała powoli. – Ale właściwie dlaczego pytasz?
– Tak po prostu... – Wzruszył ramionami. Oddając podręcznik.

***

Właśnie wychodziła z uczelni, kiedy w jej torebce rozdzwoniła się komórka. Od razu odnalazła ją w bocznej kieszonce i odebrała, uśmiechając się.
– Cześć Maja... Dzisiaj? Ale ja mam jutro zajęcia... Niech będzie, szybka kawa. Za godzinę... okej może być!

***

Zatrzymała się w progu pokoju Chojnackiej, zauważając siedząca w fotelu Beatę.
– Chodź! Cześć! – Maja od razu pojawiła się obok niej i musnęła jej policzek.
– Cześć...
– Majka, co ty wymyśliłaś? – Beata odstawiła kubek na stolik, wydając się być równie zaskoczoną jak jej siostra..
– Nic. Ala usiądź... I nie patrzcie tak na mnie! Stęskniłam się za wami. Kiedy ostatnio widziałyśmy się w trójkę, co? Ja pracuje, wy tylko w książkach... Okej, dobra... – westchnęła – nie mogę patrzeć jak się ciągle unikacie. Nie możecie szczerze porozmawiać? Dogadać się? Przecież jesteście siostrami.
– To nie jest moja wina.
– No nie, oczywiście, że nie twoja. – Beata zaplotła ramiona na piersiach i usiadła wygodniej, zakładając nogę na nogę.
– O co ci chodzi? – Alicja od razu utkwiła spojrzenie w młodszej siostrze.
– O to że ciągle żyjesz moim życiem! Sama umiem o siebie zadbać! A ty jeszcze o wszystkim opowiadasz Maksowi! Tak się z nim zaprzyjaźniłaś?! A przecież...!
– Beata!
– Stop! Przestańcie! – Majka podniosła dłonie, próbując przebić się przez głosy sióstr. – Musicie cały czas się kłócić? Nie możecie chociaż raz spokojnie porozmawiać? No proszę was... Wiecie jak ja bym chciała mieć taką siostrę jak wy? Wiecie jakie macie szczęście?
– Majka.
– Majka. – Spojrzały na nią jednocześnie.
– No co? Dobrze wiecie, że mam rację. Porozmawiacie? – Przerwała na moment czekając na jakąś odpowiedzieć. – Zostawić was same?
– Nie.
– Nie.
– Okej... – Uśmiechnęła się. – Zaczynacie mówić tak samo.

środa, 10 września 2014

22.

 – Cześć. – Zajrzała do magazynu, gdzie od razu skierował ją Zawadzki. – Pomóc ci? I nie żebym wczoraj chciała to zrobić...
– Dam sobie radę. – Roześmiał się. – Skończysz to? – Podał jej nożyk. – A ja już pójdę to wyrzucić.
– Mhm. – Od razu zabrała się do pracy. Rozcięła taśmy i poskładała kartony, tak by łatwiej było je wynieść do kontenera. – Tam coś jeszcze jest? – Spojrzała na wchodzącego Zduńskiego, wskazując karton pod ścianą.
– Taak. Soki. A jak w domu? – Spojrzał na brunetkę kątem oka.
– Aa... chyba nie chcesz wiedzieć.
– Co jest? Mów!
– To co zawsze. – Wzruszyła ramionami, sięgając po kolejny karton soku i odkładając go na półkę.
– Znowu o pracę?
– Niee. O ciebie.
– Co? – Spojrzał na z nią z niedowierzaniem. – Jak to o mnie? Przecież... twój ojciec mnie nie zna.
– A to nie ma znaczenia. Widział jak mnie odwoziłeś do domu.
– To chyba dobrze? – Zauważył od razu.
– Ważne, że powiedziałam, że pracujemy razem. No a praca w klubie dla mojego ojca znaczy wszystko co najgorsze. – Rozłożyła bezradnie ręce. Chwilę później, spojrzała na chłopaka. – Przepraszam. Nie powinnam tego powtarzać.
– Dlaczego? Przestań...
– Bo to jest przecież...
– Przestań. Tylko teraz będę miał wyrzuty sumienia. – Uśmiechnął się. – Ale... to jest przecież zupełnie bez sensu. – Pokręcił głową.
– Wiem. I dlatego nie mam zamiaru ani ulegać, ani się tym przejmować. Tylko... może powinnam się już przyzwyczaić, ale nie rozumiem jak on może w ten sposób... Tyle razy próbowałam z nim rozmawiać, przekonać, że powinien mi ufać...
– Może powinnaś spróbować jeszcze raz? Do skutku? Ja wziąłem rozwód ale ty nie możesz, to twój ojciec...
– A ojciec to ojciec. Już mi to kiedyś mówiłeś. – Westchnęła, odstawiając na półkę kolejne dwa kartony. – A ja ci wtedy powiedziałam, że może powinnam naprawdę zacząć po swojemu...
– … – Pokręcił głową. – Wyprowadzką na pewno niczego nie załatwisz. Hmm?

***

Beata kończyła właśnie kilka przykładów krzyżówek z genetyki, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi. Była sama, więc natychmiast odłożyła długopis i zbiegła na dół. Wpuściła przyjaciółkę do środka i razem wróciły na górę.
– Dasz mi dwie minuty? Tylko to skończę...
– Jasne. – Uśmiechnęła się. – Co to? O nie... nigdy nie mogłam tego zrozumieć.
– Proszę cię! To jest najlepsze! – Roześmiała się. – Napijesz się czegoś?
– Mhm, ale zrobię sobie, co?
– Mhm... – Przytaknęła, skupiając się na wpisaniu odpowiednich oznaczeń przy kolejnym pokoleniu.

– Czyli co tu mamy... – Wzięła do ręki kartkę z tematem i ogólnie rozpisanymi dwoma bohaterami. – Grzesznik nawrócony... No to masz świetnie...
– Tylko trzecią... – Wtrąciła od razu, wzdychając.
– Kmicic. – Odpowiedziała bez wahania.
– Nie! – Jęknęła natychmiast. – Przecież ja tego nie doczytałam... Majka, nie. To jest okropne.
– Ale on jest idealny. I charakter i wpływ innych... I to nie jest trudne. Opowiem ci. – Roześmiała się.
– Najlepiej idź tam za mnie...
– Oj Beaaataa... Dasz radę! Jeszcze... półtorej miesiąca? Tylko musimy wymyślić z której strony to ugryźć, jak zestawić...

– A jak tam Maks? – Zapytała po dłuższym czasie, siadając wygodniej na łóżku Jasińskiej i obejmując dłońmi kubek.
– No... dobrze. – Odpowiedziała niby obojętnie, ale kąciki jej ust natychmiast uniosły się wysoko ku górze. – To znaczy... no jest różnie, czasami mam wrażenie, że mnie to przerasta... ale ostatnio...
– … – Uśmiechnęła się do niej ciepło.
– Tylko właśnie teraz, kiedy wszystko sobie wyjaśniliśmy muszę się skupić na czymś innym... – Westchnęła. – A mogło być tak miło...
– Miiło.
– No... Ej! – Roześmiała się, widząc minę Chojnackiej. – Lepiej mów jak w tym twoim klubie. Muszę tam kiedyś zajrzeć w końcu...
– Dobrze. – Uśmiechnęła się. – Fajni ludzie...
– Przystojni? – Uniosła brwi.
– Co? Oj proszę cię... Jesteście z Alicją takie same.

***

Odłożył notatki i ukrył twarz w dłoniach. Znowu czuł nasilający się ból głowy. Cały dzień uparcie spędził w książkach. Chwilę później wyszedł do kuchni, zaparzył sobie kawę i wrócił z powrotem na kanapę. Włączył telewizor i przez dłuższy czas wpatrywał się bezmyślnie w obrazy zmieniające się na ekranie.

Kiedy wczoraj w klubie powiedział na głos, że popełnia błąd, że powinien wszystko przerwać jak najszybciej, dopiero tak naprawdę zdał sobie z tego sprawę. Do tej pory starał się wszystkie te myśli spychać na dalszy plan. Skupiać się na tym co tu i teraz. W tym momencie czuł, że już nie zdoła tego od siebie odsunąć, po prostu musi to w końcu załatwić.
  

sobota, 30 sierpnia 2014

21.

Chwiejnym krokiem, powoli przemierzał ulice stolicy. Nie potrafił skupić myśli na jednej rzeczy. Przez głowę przelatywały mi migawki ze spotkań z Beatą, Alicją... Po co w ogóle o niej wspominał? Nie potrafił tego zrozumieć, przecież ona nie miała z tym nic wspólnego. Chyba tylko tyle, że na końcu go własnoręcznie zabije za siostrę. Mimo to jednak nie potrafił wyrzucić jej z głowy. W końcu, po dłuższym czasie dotarł do mieszkania. Zdjął jedynie kurtkę i od razu położył się na łóżku, momentalnie opływając w krainę Morfeusza.

***

– Majka! – Kiedy tylko weszła do domu, ojciec wychylił się z salonu. – Chodź na chwile.
– Coś się stało? Jestem zmęczona... Czemu jeszcze nie śpisz?
– Kto to był? Kto cię odwiózł?
– Tato... – Westchnęła. – Paweł, kolega z pracy. – Odwróciła się, chcąc pójść na górę.
– Czyli takich masz teraz znajomych?
– Jakich?! – Natychmiast spojrzała na ojca. – Wiesz o nim cokolwiek?!
– Wiem gdzie pracuje.
– Tak? Przecież ja też tam pracuję!
– I dobrze wiesz, że mi się to nie podoba. Majka! – Zawołał jeszcze za córką, ale była już na schodach.
– Zostaw mnie!
Zamknęła drzwi do swojego pokoju i położyła się na łóżku, biorąc głęboki wdech. Miała tego dosyć. Ile razy w ten sam sposób próbował selekcjonować jej znajomych ze szkoły. A Pawłowi przecież nic nie mogła zarzucić. Wręcz przeciwnie.

***

Powoli zaczął się budzić pod wpływem słońca padającego na jego twarz. Otworzył oczy, jednak od razu je zamknął, zakrywając twarz poduszką.
– O Boże... – Jęknął, czując tępy ból głowy. Po dłuższej chwili dopiero zmusił się, by wstać. Powoli przeszedł do kuchni i od razu sięgnął po butelkę wody stojącą na blacie. Przeszukując szufladę z lekami, w końcu trafił na pudełku leków przeciwbólowych. Usiadł przy stole i przymknął oczy z nadzieją, że za jakiś czas połknięta tabletka chociaż trochę zmniejszy ból. Mimowolnie w jego głowie pojawiła się myśl, że w ostatnim czasie, wychodząc często z Beatą, odzwyczaił się od takiego stanu. Potrząsnął głową, jednak od razu pożałował tak gwałtownych ruchów.
Kilkanaście minut później podszedł powoli do lodówki, wyjął z niej kubeczek kefiru, dziękując sobie w duchu, że kupił ostatnio kilka, i usiadł na kanapie w salonie. Westchnął, spoglądając na książki i notatki rozłożone na stoliku. Miał temu poświęcić cały czwartkowy wieczór, podczas gdy jedynie przejrzał kilka rzeczy. W weekend miał zająć się kolejną porcją materiału. Przymknął oczy, obiecując sobie, że zajmie się tym zaraz jak tylko poczuje się trochę lepiej. Jednak po chwili podniósł powieki i sięgnął po książkę. Wolał męczyć się nad tym niż swoimi myślami.

***

– Cześć Beata... – Pakując kilka rzeczy do torebki, odebrała uparcie dzwoniący telefon. – Prezentacja? Wiem, pamiętam. Chcesz do tego teraz usiąść? Ja teraz idę do pracy, ale koło 16 będą wolna... Okej... Przypomnij mi jeszcze tylko jaki masz ten temat? Będę myśleć. – Uśmiechnęła się. – Pa.
Wrzuciła komórkę do torebki i wyszła z pokoju. Zbiegła na dół, od razu kierując się do przedpokoju. Chwyciła kurtkę i zajrzała do kuchni.
– Pani Jadziu, ja wychodzę.
– Aha, Majeczko, zaczekaj. – Kobieta wyszła za nią do przedpokoju. – Tata chciał, żebyś była na obiedzie.
– Nie dam rady. – Pokręciła głową. – Obiecałam, że pomogę Beacie. Muszę już iść, do widzenia.

Zamknęła za sobą drzwi i kręcąc głową, ruszyła w kierunku przystanku autobusowego. Jak zwykle dla jej ojca w ten sposób było najłatwiej, postawić ją przed faktem dokonany. Nie miała najmniejszego zamiaru spełniać jego oczekiwań.