- Cześć. -
Uśmiechnęła się do Zduńskiego, podchodząc do baru. - Lepiej?
- Majka... - Westchnął. - Wiedziałem, że tak będzie. Zapomnij.
- Ale...
- Pomożesz Zuzie w magazynie? - Przerwał jej od razu, zmieniając temat.
- Pomogę. - Przytaknęła niechętnie, wychodząc.
Dawno już zauważyła, że Paweł stara się unikać niektórych tematów, ucina rozmowy i wychodzi. Kiedy wczoraj zobaczyła go czekającego przed klubem wiedziała, że zdecydował się z nią porozmawiać. Zrobiło jej się jakoś cieplej na sercu. Jeżeli opowiedział jej o czymś takim, to znaczyło, że jej ufa, wie, że zachowa to tylko dla siebie i zrozumie. Długo potem jeszcze myślała o tym wszystkim. Nie spodziewała się, że może mieć za sobą krótkie i nieszczęśliwe małżeństwo. Teraz znowu wróciła do tego myślami. Czuła, że właśnie tak będzie, że będzie udawał jakby wcale nie było wczorajszej rozmowy.
- Majka! W ogóle mnie nie słuchasz. - Zuza spojrzała na nią uważnie. - W porządku?
- Taak. Zamyśliłam się, przepraszam. Co mówiłaś?
- Że chyba powinnyśmy już iść na salę. Ludzie się schodzą i Paweł znowu zacznie się wściekać...
- No tak... Chodźmy... - Odłożyła jeszcze jeden karton soku na półkę i skierowała się w stronę drzwi. Stanęła za barem, od razu zajmując się gośćmi.
- Co z ojcem? - Zapytał po chwili, nalewając piwo tuż obok niej.
- … - Wzruszyła ramionami. - Zapomnij. - Rzuciła, odchodząc w stronę jednego ze stolików.
- Majka! - Pokręcił głową, patrząc za dziewczyną.
- Majka... - Westchnął. - Wiedziałem, że tak będzie. Zapomnij.
- Ale...
- Pomożesz Zuzie w magazynie? - Przerwał jej od razu, zmieniając temat.
- Pomogę. - Przytaknęła niechętnie, wychodząc.
Dawno już zauważyła, że Paweł stara się unikać niektórych tematów, ucina rozmowy i wychodzi. Kiedy wczoraj zobaczyła go czekającego przed klubem wiedziała, że zdecydował się z nią porozmawiać. Zrobiło jej się jakoś cieplej na sercu. Jeżeli opowiedział jej o czymś takim, to znaczyło, że jej ufa, wie, że zachowa to tylko dla siebie i zrozumie. Długo potem jeszcze myślała o tym wszystkim. Nie spodziewała się, że może mieć za sobą krótkie i nieszczęśliwe małżeństwo. Teraz znowu wróciła do tego myślami. Czuła, że właśnie tak będzie, że będzie udawał jakby wcale nie było wczorajszej rozmowy.
- Majka! W ogóle mnie nie słuchasz. - Zuza spojrzała na nią uważnie. - W porządku?
- Taak. Zamyśliłam się, przepraszam. Co mówiłaś?
- Że chyba powinnyśmy już iść na salę. Ludzie się schodzą i Paweł znowu zacznie się wściekać...
- No tak... Chodźmy... - Odłożyła jeszcze jeden karton soku na półkę i skierowała się w stronę drzwi. Stanęła za barem, od razu zajmując się gośćmi.
- Co z ojcem? - Zapytał po chwili, nalewając piwo tuż obok niej.
- … - Wzruszyła ramionami. - Zapomnij. - Rzuciła, odchodząc w stronę jednego ze stolików.
- Majka! - Pokręcił głową, patrząc za dziewczyną.
***
- Alicja! - Nagle usłyszała za sobą wołanie Kellera. - Zaczekaj. - Dogonił ją, zatrzymując się przed nią. - Idziesz do domu? Chodź, podwiozę cię... - Skinął w kierunku parkingu.
- Co?
- No chodź, i tak jadę do was. - Położył dłoń na jej plecach, kierując ją w stronę samochodu.
Właśnie otworzyli drzwi po obu stronach toyoty chłopaka, kiedy rozległ się za nimi pisk opon. Oboje od razu odwrócili się, w momencie kiedy młody chłopak upadał na jezdnię, a samochód zatrzymywał się kawałek dalej, stając w poprzek drogi. Natychmiast oboje zaczęli biec w tamtą stronę. - Stój. - Chwycił za ramiona mężczyznę, który wysiadając z samochodu i powtarzając ciągle, że nie wie jak to się stało, chciał podbiec do leżącego. - Uspokój się!
- Maks, on nie oddycha! - Usłyszał za sobą przerażony głos Jasińskiej.
- Stój. - Jeszcze raz spojrzał mężczyźnie w oczy i wyjmując z kieszeni telefon, odwrócił się ku dziewczynie, zaczynającej reanimacje. - Dzwonię... - Po podaniu wszystkich koniecznych informacji i przyjęciu zgłoszenia, spojrzał z napięciem na dziewczynę, która po pierwszej serii trzydziestu uciśnięć, sprawdzała właśnie oddech.
- Nic...
- Przejmuje. Kilka minut później rozległ się sygnał zbliżającej się karetki pogotowia ratunkowego i chwile później rannym zajęli się ratownicy. Podszedł do roztrzęsionej dziewczyny i objął ją ramieniem.
- Gdzie go zabieracie?
- Na Karową.
- Do taty... - Spojrzała na Kellera. - Pojedźmy tam...
- Ala, to nie jest... - Dobra. Chodź. - Zgodził się w końcu, patrząc w jej oczy.
Wsiadając do samochodu i przez całą drogę do szpitala nie odezwali się do siebie nawet słowem. Kiedy zatrzymał się na parkingu, od razu bez trudu poprowadziła go na chirurgię.
- Tato! - Zawołała za znikającym właśnie za rogiem Jasińskim i podbiegła do niego.
- Co ty tu robisz? - Zaskoczony spojrzał na córkę. - Co wy tu robicie? - Przeniósł spojrzenie na podchodzącego Kellera.
- Przed chwila przywieźli chłopaka z wypadku...
- Tak... Znacie go?
- Niee. Byliśmy tam... Tato, co z nim? -
Od razu wzięli go na blok. Nie wyglądało to dobrze... Przepraszam Was, muszę iść... Ala, jedź do domu.
- Odwiozę cię. - Odezwał się, kiedy Leon zniknął za drzwiami.
- Nie. Zostanę. - Odpowiedziała zdecydowana.
- Ala... To nie ma sensu. Wiesz ile to może potrwać?
- Zostanę. Ty możesz iść. - Ruszyła w głąb korytarza.
- Zaczekaj! - Poszedł za nią i po chwili usiadł na krzesełku obok, pod drzwiami sali operacyjnej.
Trzy godziny później białe drzwi otworzyły się i wyszedł z nich przyjaciel Jasińskiego. Natychmiast poderwała się, podchodząc do niego.
- Co z nim?
- Ala? Co ty tu robisz? - Zaskoczony spojrzał na dziewczynę
- Co z nim? - Powtórzyła.
- Wiesz, że nie mogę...
- Tylko czy operacja się udała.
- … - Westchnął. - Obrażenia wewnętrzne były zbyt duże, krwotok... Nic już nie mogliśmy zrobić.
Super część :)
OdpowiedzUsuńZastanawia mnie fakt, czy ten chłopak miał coś wspólnego z Alicją, bo mam.. takie odczucie jakby właśnie tak było. Chciałabym, aby Maks zakończył tą całą sprawę z Beatą bo jakoś im nie do twarzy razem w związku.. haha :)
OdpowiedzUsuńŚwietna część. Pozdrawiam,
you-hope.blogspot.com